O Posiadłości…

Czarny Bór był jedną z pierwszych kolonii letniskowych pod Wilnem. W gorące letnie dni przedwojenne zjeżdżali się tu mieszkańcy Wilna, którzy chcieli odpocząć pośród słońca, śpiewu ptaków i zapachu sosen rosnących na okolicznych piaskach. Po każdym przyjeżdżającym z miasta pociągu na stacji kolejowej kłębiły się tłumy, przede wszystkim żydowskich letników, którzy upodobali sobie to miejsce. Nie brakowało także wileńskiej inteligencji, którą skusiło malownicze położenie i kilkunastokilometrowa odległość od miasta.

Dom Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej znajdował się na skraju osady, praktycznie już w lesie. Był to nieduży drewniak z okiennicami i otwartą werandą porośniętą dzikim winem. Latem jedzono na niej proste posiłki: mleko, czarny chleb lub ciasto, gdy przyjeżdżali goście z miasta. Oprócz skromnego ogródka kwiatowego dom otaczały sosny, brzozy, akacje, krzaki bzów i wiśnie, które latem, jeszcze przed śniadaniem jedzono prosto z gałęzi. Drzewa zamieszkiwały szpaki i wróble. Na podwórzu znajdowała się studnia, drewutnia, wygódka i psie budy. Pobliski ogród otaczał płot. Za nim roztaczał się las, rosły wrzosy, grzyby i jagody. Zwierząt nigdy tu nie brakowało. Mieszkańcami domostwa byli przywieziony z Krakowa owczarek podhalański Miś, zwany przez okolicznych mieszkańców Miszką, wilczury, a nawet kruk Krakaś, żyjący w bliskiej komitywie z kotem Czortem.

Wnętrze domu było proste, pozbawione wszelkich luksusów. W kuchni stał stół, krzesła, posiłki przygotowywano na kuchni z fajerkami. W gabinecie pisarza miejsce pracy stanowiło biurko. Oprócz niego były tu półki z książkami i skórzana kanapa, nad którą wisiała karabela, pamiętająca jeszcze koniec XVIII-go wieku. W sypialni stało szerokie łóżko, komoda i parawan, za którym ulokowano namiastkę łazienki.

Pokój gospodyni, nieco na wyrost nazwany buduarem, umeblowany był kozetką, miękkimi stołkami i toaletką. W pokoju jadalnym królował stół i kredens. Ściany dekorowały ceramiczne talerze, budzące wątpliwości estetyczne samych gospodarzy. W zimowe wieczory ciepła dostarczał kominek. Latem gospodarz przenosił się z lekturą do hamaka rozpiętego na dworze. Chodzono wtedy do lasu na grzyby i jagody. Córki pisarza odwiedzające go w soboty i niedziele chętnie grały w krykieta, a zimą jeździły na nartach.

Wybuch wojny zakończył sielankę w letnisku.